Skip links

Zostań w domu i zabaw się

Czas na podsumowanie naszych wyborów ze sklepu Amore Store. Była to przedświąteczna chwila testowania, odprężenia i zadowolenia. Jeśli nadal nie macie pomysłów na świąteczne prezenty – czas na solidne podsumowanie!

Nie ukrywamy, że zawsze byłyśmy fankami kulek gejszy. 

Umiejętnie używane potrafią zdziałać cuda. Pomagają nam nie tylko osiągać lepsze orgazmy, usprawnić poród, ale także zapobiegają wypadaniu narządów płciowych czy nietrzymaniu moczu w przyszłości. Dlatego, gdy myślicie o prezencie dla przyjaciółki – koniecznie weźcie je pod uwagę. Ale podkreślam – umiejętnie stosowane. I nie mam na myśli tutaj wymyślnych trików, czy szczególnych umiejętności, ale po prostu używanie ich z głową. Jak każdy ciężar kulki gejszy mogą nadmiernie obciążyć nasze ciało. 

Dlatego pierwszym punktem jest  – zlokalizowanie swoich mięśni dna miednicy i “poczucie” ich. 

Nie wiesz jak? Jeśli jesteś teraz w swobodnej pozycji (a najlepiej, jeśli leżysz sobie wygodnie) wykonaj taki ruch, jakbyś chciała wstrzymać lecący mocz (trochę wyobraźni;)). Pozaciskaj te mięśnie kilka razy w ciągu dnia i gdy już dokładnie będziesz je czuć, możesz zaczynać przygodę z kulkami. Ale uwaga! Traktuj je jak ciężary na siłowni – zaczynaj od lżejszych i stopniowo zwiększaj ciężar, żeby nie obciążyć swojej miednicy. 

Jako pomysł na prezent podsuwamy Wam przetestowane przeze nas V balls, czyli Balls Training Set od Satisfyer’a. 

Są dobrym wyborem dla początkujących kobiet. Dlaczego? W zestawie mamy 3 sztuki podwójnych kulek o masie 79.3, 114.1 oraz 150.3g. Od której zacząć? Tak jak mówiłam wcześniej – od najlżejszej! Czasami spotykam się z opiniami, że to te najcięższe “najlepiej” działają na mięśnie, bo łatwiej nam je zacisnąć przy dużym ciężarze. Jest w tym kropla prawdy, ale “najlepiej” nie oznacza od razu “najmocniej”. Pamiętasz metaforę z siłownią? 😉

Jeśli chodzi o czas użytkowania, to wyczuj swoje ciało. 

Początkowo może to być nawet tylko kilka minut dziennie. Bez dodatkowych ćwiczeń. Po prostu przyzwyczaj się. Czas użytkowania możesz stopniowo wydłużać. Możesz zacząć poruszać swoimi mięśniami, tym razem z kulkami. Najważniejsze, żebyś czuła się komfortowo. Chcesz zabrać kulki do zabaw z partnerem/partnerką – droga wolna. To Ty stawiasz granice. 

V balls Satisfyer mają piękne kolory. 

Ach te pastelowe róże i wyraźne czerwienie (no dobra niebieska też jest ładna ;)). Ich powłoka wraz ze sznureczkiem wykonane są z silikonu, czyli materiału nie posiadającego dużych porów, a przez to hypoalergicznego i łatwego w utrzymaniu w czystości. 

Mamy przed sobą nie tylko ładny prezent, ale także praktyczny i użyteczny. 

Jeśli wykorzystamy V Balls z głową – czyli nie przeciążając mięśni dna miednicy, a stopniowo je ćwicząc zdziałamy bardzo dużo dla naszego ciała. Co za tym idzie, dla jakości naszych teraźniejszych orgazmów i statyki narządu rodnego w przyszłości. Dlatego to tylko nie inwestycja w daleką przyszłość, gdy nasze włókna kolagenowe już osłabną, ale także w tę znacznie bliższą – zarówno w łóżku jak i na sali porodowej. 

Czas na wibratory – zaczynamy od mniejszego z nich. 

Jeśli bliższe są Wam delikatniejsze doznania, ewentualnie dopiero zaczynacie swoją podróż z wibratorami, dobrym wyborem będzie Iroha Zen. 

Ten zasilany bateriami miniwibrator niewątpliwie zachwycił nas designem, który porwał nas do odległej Japonii. 

Dostępny jest w trzech pastelowych kolorach: Hanacha – pudrowym różowym, pomarańczowym – Yuzucha i naszym wyborem, czyli bladozielonym – Matcha. Ciekawostką jest fakt, że wygląd tego miniwibratora wzorowany jest na bambusowej miotełce używanej do ceremonii parzenia herbaty! Lubimy takie designowe szczegóły. Użyteczność musi być, ale jeśli przy okazji gadżet ładnie wygląda – wielki plus. Przed rozpoczęciem użytkowania stał chwilę między kwiatkiem a świeczką i wyglądem naprawdę wpasowywał się w klimat naszego salonu ;).

Iroha Zen pokryty jest silikonem Soft-Touch, który sprawia, że jest mega mięciutki w dotyku, prawie jak skóra. 

To sprawia, że jego szersza część jest bardzo delikatna i nie musicie się jej obawiać. Dodatkowe podłużne wypustki dostarczają dodatkowych doznać zarówno przy użytkowaniu wewnętrznym jak i na zewnątrz. 

Dostępne są cztery tryby dość delikatnych wibracji: trzy związane ze wzrostem intensywności i jeden pulsujący, który od razu pokochaliśmy! 

Jeśli jesteś fanką mocniejszych doznań może nie być dla Ciebie wystarczający (ale czytaj dalej, poniżej propozycja dla Ciebie;). Natomiast dla kobiet rozpoczynających przygodę z wibratorem czy po prostu lubiących delikatne pobudzenie – to jest to. Niewielki, mięciutki i delikatny – czego chcieć więcej?:) Weźmy pod uwagę, że Iroha Zen sprawdza się nie tylko jako miniwibrator, ale także zewnętrzny stymulator łechtaczki czy masażer całego ciała. 

Teraz może kilka praktycznych spraw – jeśli chodzi o użytek wewnętrzny pamiętajmy, żeby stosować go wyłącznie wewnątrzpochwowo. 

Do zabaw z odbytem przeznaczone są inne zabawki. Użytkowanie zewnętrzne jak najbardziej polecane, ale pamiętajcie przy tym o podstawowych zasadach higieny. I wybaczcie, że piszemy o tym we wpisie o przyjemnościach, ale pamiętajcie o dokładnym myciu swojej zabawki po użytkowaniu – infekcje pochwy nie są nam potrzebne.

A co jeśli chodzi o minusy? 

Wcześniej wspomniałyśmy o jego delikatności, więc jeśli potrzebujesz mocniejszej stymulacji – to nie zabawka dla Ciebie. Musimy Wam przyznać, że mieliśmy problem z jeszcze jedną sprawą. Przyszła do nas paczka z Iroha Zen. Japonia. Ekscytacja. W opakowaniu dołączone baterie – ekstra, szacunek dla producenta, że nie musimy wyjmować ich z młynka do pieprzu. Włożone. Nie działa. Oczywiście ze strony faceta pada: na pewno dobrze je włożyłaś? No dobrze, widzę “plusy”. Zepsute. To koniec. 

Otóż nie. 

Faktycznie po prawidłowym włożeniu baterii trzeba “wpasować się” bardzo dokładnie w wewnętrzne wypustki. Przytrzymujemy dłużej – włączenie. Przytrzymujemy krótko – zmieniamy tryby. No i zmiana trybów też może niektórym przeszkadzać – mamy jeden przycisk do wszystkiego, dlatego np. gdy potrzebujemy trybu pulsującego nie możemy go włączyć od razu, tylko musimy przebrnąć przez poszczególne intensywności. Ale czy to już nie czepianie się? 😉

A co jeżeli zależy mi na mocniejszych doznaniach?

Mamy rozwiązanie! Jeżeli szukacie silniejszych doznań, to zdecydowanie wybierzcie zabawkę o większym rozmiarze, oferującą więcej trybów wibracji. Nas urzekł króliczek Rianne S Xena – jegomość o pięknym kolorze (dostępne trzy opcje, my wybrałyśmy brzoskwiniowo-koralowy), z 10 trybami wibracji – od bardziej jednostajnych, przez pulsacyjne, po mieszane), z opcją regulacją mocy doznań, które łechcą wszystkie zmysły ;). No i ta wystająca wypustka – ona sprawi, że łechtaczka nigdy nie będzie pominięta. A to, co nas naprawdę urzekło w naszym króliku, to to, że jest wodoodporny i – uwaga – PODGRZEWANY. Tak! Po wciśnięciu przycisku H na naszej zabawce, jej najdłuższa część podgrzewa się, co gwarantuje dodatkowe, niesamowicie miłe doznania. Na sam koniec dodamy, że nasz króliczek wykonany jest z bardzo miłego w dotyku silikonu klasy medycznej. To oznacza, że jego skład jest wolny od ftalanów i innych substancji potencjalnie szkodliwych w kontakcie z ciałem. Pamiętajmy oczywiście o higienie i regularnym czyszczeniu naszej zabawki! 

Minusy Rianne S Xena? Szczerze mówiąc brak. Ale warto zaznaczyć, że jest to gadżet dla osób, które lubią silniejsze doznania i większe przedmioty w sobie.

Last but not least – coś w sam raz dla niezdecydowanych! 😉

Mowa o Rianne S First Vibe – zestawie idealnym na rozpoczęcie przygody z eksplorowaniem swojej seksualności przy użyciu zabawek. W uroczej kosmetyczce znajdziecie mini wibrator z aż 10 trybami wibracji (mały, ale wariat, do tego wodoszczelny!), korek analny, który nie tylko urozmaica zbliżenie, ale stanowi doskonałe przygotowanie do seksu analnego, a także kulki gejszy (wersja light), które służą do ćwiczeń mięśni dna miednicy i pozwalają osiągać silniejsze orgazmy. Podobnie, jak w przypadku wcześniej wspomnianych przez nas zabawek, wszystkie gadżety wykonane są z bezpiecznego silikonu/plastiku w odcieniach pięknego fioletu. 

Zestaw Rianne S First Vibe to nie tylko fajna opcja dla nas samych, to również naprawdę świetny pomysł na prezent – jest spora szansa, że obdarowana/y znajdzie swojego faworyta w tym secie (a może od razu pokocha je wszystkie? ;)). 

To już koniec naszych gorących testów. 

Zapytane krótko o to, czy warto postawić na te erotyczne zabawy z gadżetami, odpowiadamy jednogłośnie: WARTO. Toż to inwestycja w siebie! 😉 Mamy więc nadzieję, że zachęciłymy Was do odkrywania i pogłębiania własnej seksualności za pomocą gadżetów, albo podsunęłyśmy oryginalny i jakże gorący pomysł na prezent dla bliskiej osoby, która zawsze chciała spróbować zabaw przy użyciu gadżetów erotycznych, ale nie miała odwagi, by je kupić. Warte wspomnienia jest również to, że wszystkie testowane przez nas produkty z Amore Store przybyły do nas szybko, a w dodatku w dyskretnych paczkach, bez napisów, które mogłyby zdradzić zawartość. 

Pozostaje nam tylko zaprosić Was na www.amorestore.pl – warto szczególnie teraz, bo do 20 grudnia 2021 możecie skorzystać z rabatu 10%. Wystarczy w końcowym etapie zamówienia wykorzystać kod WROZKA10. Promocja obejmuje następujące produkty: 

  • producenta Rianne S
  • producenta Satisfyer
  • producenta Iroha by Tenga
  • wszystkie produkty z kategorii “Zestawy prezentowe”

Życzymy udanych zakupów i przyjemnych intymnych momentów! 

Wpis powstał we współpracy z amorestore.pl 

Zostaw komentarz

  1. Mam pytanie: jak głęboko należy wprowadzać te kulki? I czy „trening” należy wykonywać bez bielizny? no bo chyba nie jest zbyt wygodni z tą silikonową pętelką w majtkach? Czy ta pętelka znika w ciele?

🍪 Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.