Skip links

Wilgotność podczas seksu

Seks z Twoim partnerem / Twoją partnerką przyprawia Cię o zawrót głowy. Jest cudownie, gwiazdy wirują, a Wy jesteście tacy szczęśliwi. Tylko Twoja pochwa nie chce współpracować – jest w niej sucho, przez co odczuwasz delikatny dyskomfort. Co jest nie tak?

Zacznijmy od podstaw, czyli od tego, dlaczego właściwie potrzebujemy tej wilgoci?

Odpowiednie nawilżenie podczas stosunku minimalizuje prawdopodobieństwo otarć czy innych urazów. Czysta fizyka, czyli mniejsze tarcie. I to zarówno w obecności penisa jak i gadżetów czy palców. Mniejsze tarcie znacząco wpływa na nasz komfort i możliwość czerpania przyjemności ze stosunku. 

Jak we wszystkim tak i w kontekście nawilżenia jesteśmy różne.  

Jedne z nas produkują dużo wodnistego śluzu i już na etapie tzw. “gry wstępnej” są gotowe do ewentualnej penetracji równie szybko jak partner / partnerka. Inne produkują go znacznie mniej i potrzebują więcej uwagi i czasu w grze wstępnej. A niektóre z nas nie produkują go prawie w ogóle (a przynajmniej nie wtedy, kiedy by tego chciały). Dlaczego tak się dzieje? 

Najprostszą odpowiedzią jest to, o czym wspomniałam w poprzednim akapicie – potrzebujesz więcej czasu. 

To, że Twój partner / partnerka jest już gotowy i chce iść dalej w Waszym seksualnym tańcu, nie znaczy, że Ty musisz. Być może potrzebujesz więcej pobudzenia, swobody lub dodatkowych gadżetów – to wszystko jest ok. Porozmawiaj z nim / z nią. Seks powinien dawać Wam obojgu przyjemność, a nie wprowadzać dodatkowe niezgodności. Pisaliśmy już o tym na naszym blogu https://www.yonify.pl/gdy-gasnie-swiatlo/ 

Kolejną przyczyną może być po prostu niezgodność pobudzenia w ujęciu tego, co dzieje się w Twojej głowie, a co w pochwie. 

Bodziec seksualny niewątpliwie wpływa na nasze ciało. Jednak w tym zakresie mężczyźni jak i gobiety różnią się. Reakcja genitalna penisa jest w 50% zgodna z subiektywnym pobudzeniem mężczyzny. Czyli w 50% działa mechanizm bodziec seksualny → podoba mi się → mam erekcję. Zamieńmy teraz penisa na ukrwienie łechtaczki i nawilżenie pochwy. Wiecie w ilu procentach pokrywa się to u kobiet? Według większości badań w około 10%. 

Czy to oznacza, że kobiety są w pewien sposób zaburzone? 

Absolutnie nie. Są po prostu inaczej zbudowane. I dlatego często w głowie jest subiektywne pobudzenia, a nasza pochwa pozostaje “sucha”. Nie będę wchodzić tutaj w szczegóły tego zjawiska, bo można napisać o tym książkę. Chcę, żebyście wiedziały, że nie jest to żadne zaburzenie, tylko różnica pomiędzy naszą reakcją genitalną, a subiektywnym pobudzeniem. 

Okresem w życiu kobiety, w którym możemy mieć problemy z nawilżeniem pochwy jest menopauza. 

Spada wtedy poziom naszych hormonów płciowych, które oddziałują na nasz cały organizm, nie wyłączając z tego pochwy. Jej nabłonek robi się cieńszy, powstaje mniej śluzu. A co za tym idzie w okresie menopauzy jesteśmy narażone na większą ilość urazów, otarć, a także infekcji dróg rodnych. Wspomagająca może wtedy okazać się hormonalna terapia menopauzalna (przy braku przeciwwskazań) lub stosowanie lubrykantów. Jeśli jesteś w okresie okołomenopauzalnym lub po prostu chcesz się o niej więcej dowiedzieć zapraszamy do przeczytania naszego marcowego wpisu https://www.yonify.pl/menopauza/ Dodatkowo na naszym blogu znajdują się informacje o tzw. “przedwczesnej menopauzie” https://www.yonify.pl/przedwczesna-menopauza/ 

Jeśli zazwyczaj nie masz problemów z nawilżeniem pochwy, a występują one okresowo, dobrze zgłosić się do lekarza. 

Mogą być spowodowane zaburzeniami hormonalnymi, a przy współistniejącym dodatkowo dyskomforcie czy pieczeniu – infekcją pochwy (więcej o niej w naszym wpisie https://www.yonify.pl/infekcje-pochwy/ ). Zawsze warto trzymać rękę na pulsie i zasięgnąć opinii ginekologa. Jeśli on wykluczy przyczyny biologiczne – czas zająć się naszymi preferencjami, relacją i szeroko pojętym porozumieniem z partnerem / partnerką. 

Powstaje pytanie: jak możemy poradzić sobie z niewystarczającym nawilżeniem pochwy?

Po wykluczeniu wszelkich patologii przez lekarza, uzgodnieniu z partnerem / partnerką Twoich preferencji i daniu sobie czasu możemy sięgnąć po inne środki wspomagające – lubrykanty. Nie patrzymy na nie jako na “narzędzie, które niweluje moje braki”, a raczej jako pretekst do dobrej zabawy. Przede wszystkim możemy z rozbrajającą ciekawością poznawać ich kolejne rodzaje, odczuwać ich odmienne działanie i rozkoszować się seksem bez nieprzyjemnego tarcia. 

Nie zadziwię Was, jeśli napiszę, że jestem zwolenniczką jak najbardziej naturalnych lubrykantów. 

Na bazie wody, hypoalergicznych, bez barwników, smaku, zapachu i wszystkich tych zbędnych dodatków. Ale ile osób tyle preferencji, więc pozwólcie, że w wielkim skrócie napiszę, jakie lubrykanty / żele intymne mamy dostępne na rynku. 

Wspomniane przeze mnie lubrykanty wodne są najliczniejszą grupą. 

Mają proste składy, przez co zyskują coraz większą rzeszę zwolenników. Co prawda mniej chemii = szybsze wysychanie, dlatego musimy używać go trochę więcej niż tych bardziej sztucznych, ale czego nie robi się dla równowagi swojego ciała. Dodatkowo lubrykanty wodne są odpowiednie nie tylko do klasycznego seksu z penetracją czy gadżetami erotycznymi, ale także mogą być pomocne np. przy zakładaniu kubeczka menstruacyjnego (więcej o nim w naszym wpisie https://www.yonify.pl/kubeczek-menstruacyjny-hit-czy-kit/ ). 

Równie popularne są lubrykanty silikonowe. 

W odróżnieniu od wodnych są dużo bardziej wydajne i już niewielka ilość pomaga nam w osiągnięciu komfortu podczas stosunku. Polecane są także przy stosunkach analnych (więcej o nich na naszym blogu https://www.yonify.pl/seks-niebanalny/ ). Coś za coś – kapkę więcej chemii i jeśli masz skłonności do infekcji intymnych, mogą je nasilać. 

Na rynku dostępne są także lubrykanty na bazie olejów. 

Zupełnie szczerze – nie polecam. Nie nadają się one do użytku wewnętrznego, a już na pewno nie do pochwy. Seksualna zabawa trwa, a Ty zastanawiasz się, czy jesteście jeszcze na zewnątrz czy już wewnątrz? Bez sensu. Zawarte w nich olejki (np. migdałowy czy masło shea) są cudowne dla naszej skóry, ale niekoniecznie dla błon śluzowych. Mogą zaburzać mikroflorę pochwy, powodując jej infekcje. Dodatkowo mogą uszkadzać prezerwatywy. Jednym słowem – do masażu tak, do pochwy nie. 

To najbardziej podstawowy z podziałów lubrykantów. 

Mogą one być fuzją np. wodno – silikonowe. Mogą także mieć właściwości rozgrzewające lub chłodzące – każdy może wybrać coś dla siebie. Dodatkowo mogą zawierać składniki wspierające nasz pochwowy mikrobiom i zapobiegające infekcjom czy regenerujące naszą śluzówkę. No i na koniec te, których zwolenniczką nie jestem, czyli smakowe i zapachowe. Wybaczcie, ale soczysty czerwony kolor wraz z zapachem i smakiem truskawki zarezerwuje dla słodyczy – w pochwie im mniej, tym lepiej. 

Wracając do pytania, od którego rozpoczęliśmy – a co jeśli nie jestem wystarczająco wilgotna? Kompletnie nic. Zadbaj o swoje ciało, porozmawiaj z partnerem i zastosuj środki zaradcze czy to w postaci dłuższej gry wstępnej czy lubrykantu. Nie traktujmy nawilżenia naszej pochwy jako wyznacznika podniecenia, bo nasze subiektywne pobudzenie jest w naszej głowie, a nie między nogami.

Zostaw komentarz

🍪 Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.